2.0 - ...a jeśli istnieje, jest wcieleniem Zła!
          Człowiek to Człowiek, w pierwszej części pokazałem, że istnienie Boga to fikcja, ale jak wiadomo mogę się mylić, i Bóg może jednak istnieć… Ale jeśli istnieje, to kim jest?? Wierzący uważają, że jest to wcielenie Litościwego i Dobrego Stwórcy Świata i Pana człowieka. Niestety, uważam, że tak nie jest. Pokażę, poniżej, że Bóg nie jest Litościwy a Bezwzględny i nie ma w nim Dobra, lecz wcielone Zło.


2.1 - Czy mamy Wolną Wolę?
          Bóg stworzył Człowieka i dał mu prawo wyboru swojej drogi Życiowej, człowiek jest wolny, dostał Wolną Wolę od swego Pana. Wolna wola polega na tym, że człowiek nie chcąc wierzyć w Boga, po prostu w go nie wierzy. Bóg w tej sytuacji powinien nie zwracać na niego uwagi, ponieważ dał mu prawo wyboru, wolną wolę. Tak jest napisane w Biblii. Niestety tak nie jest! Człowiek odwracający się od Niego, przestający wierzyć jest przez Boga karany, tzw. Kara Boska. Bóg zaczyna się mścić, obdarowuje niewiernego różnymi chorobami, zabija jego rodzinę, zsyła wiele przeróżnych nieszczęść, wtedy człowiek przerażony tym, co go spotkało, musi wrócić do Boga, musi zacząć w niego wierzyć, modlić się. W innym razie człowiek zostaje zamordowany przez swego „Dobrego i Litościwego Pana” i wysłany do Piekła, miejsca wiecznych męk dla "duszy". Gdzie, więc wolna wola? Musimy modlić się do Boga, nie mamy innego wyboru. W sumie mamy, swoją śmierć… tylko co to za wybór?


2.2 - Hiob
         
Hiob, bohater Starego Testamentu. Mieszkaniec ziemi Us. Jego Życie stało się przedmiotem zakładu między (dobrym) Bogiem a Szatanem. Celem zakładu było wystawienie wiary Hioba na próbę, w wyniku czego Bóg pozbawił go majątku, zamordował rodzinę oraz „podarował” trąd. Po tej tragedii Hiob mimo cierpienia i wątpliwości pozostał wciąż wierny Bogu, który nagrodził go za wierność – przywróceniem zdrowia, majątku i dzieci.
          Niby dobre zakończenie? Czy na pewno? Wyobraźmy sobie taką sytuację, siedzimy sobie spokojnie w domu, obok nasza ukochana Żona, matka naszych dwojga wspaniałych dzieci. Wiążemy z Nimi całą swoja przyszłość, nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, jakby wyglądało Życie bez nich…
          Nagle w tym samym czasie dwóch skurwysynów, jeden nazywający się Dobro, a drugi Zło, postanawiają się założyć co zrobi Hiob gdy straci to wszystko, na co pracował i poświęcił całe swoje Życie. I nagle wchodzi Nam do domu, "Dobro" – brodaty skurwysyn z prowincji, zabija Nam żonę… zabija dzieci… kradnie Nam cały majątek… i dodatkowo zostawia Nas w ciężkim stanie w kałuży krwi… Wtem "Dorbo" wygrywa zakład, gdy Hiob zachowuje zimną krew i nie mści się na Nim. Wygrywa zakład i zwraca wszystko Hiobowi. Cały majątek… „Nową żonę”, nie tą z którą spędził pół swojego życia, „dzieci” nie te które wcześniej wychowywał i nie wyobrażał sobie bez nich Życia oraz zapewnia mu powrót do Zdrowia. Zwraca mu… tylko czy to jest dobro?? Odpowiedź jest prosta…



2.3 - Abraham
          Abraham, mieszkaniec Ur chaldejskich. Gdy Abram miał już 99 lat objawił mu się Bóg, obiecując niezmiernie liczne potomstwo oraz nadał mu imię Abraham, ponieważ zamierzał uczynić go ojcem narodów. Abram, a odtąd Abraham, miał nazwać swoją żonę Sarą, której za rok miał urodzić się syn - co graniczyło z cudem w tym wieku.
          Bóg dotrzymał obietnicy i sprawił, że Sara urodziła syna, którego Abraham nazwał Izaak'iem.
          I właśnie dochodzimy do głównej sceny z życiorysu Abrahama, w której Bóg wystawia go na próbę, a mianowicie nakazuje mu na jednym z pagórków złożyć w ofierze swojego Syna. Abraham bez wahania podjął decyzje i drugiego dnia zebrał drewno do spalenia ofiary i wyruszył w drogę. Na górze zbudował ołtarz, związał syna i sięgnął ręka po nóż... Wtedy ukazał się Anioł Pański i powiedział: "Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mu nawet twego jedynego syna".
          Po tym sprawdzianie czy oby na pewno Abraham boi się swego "dobrego" Boga, wyobraźmy sobie co musiał czuć Izaak, syn Abrahama.


2.4 - Ojciec Pio
          Francisco Forgione, znany jako Ojciec Pio, był kapłanem z zakonu Kapucynów. Pewnego dnia „Dobry” Bóg podarował mu za oddanie, stygmaty. Nieustannie krwawiące rany na dłoniach i stopach, nieustanny ból, do którego nie można było się przyzwyczaić. Ojciec Pio cierpiał przez 50 lat aż do śmierci. W taki właśnie sposób Bóg wynagrodził Ojca Pio, okropnym bólem i cierpieniem…
 
     
< WSTECZ   |   SPIS TREŚCI
 
Wszystkie prawa zastrzeżone. RSh [iRSh.pl / rsh@irsh.pl]